sobota, 7 stycznia 2012

Wada (niezupełnie) ukryta

230 stron "Wady ukrytej" i pierwszy (w mojej skromnej ocenie) zabawny dowcip:
Działamy w branży cudów! Gdyby Jezus zamienił na twoich oczach wodę w wino, nie zacząłbyś chyba marudzić "co mi tu dajesz, chciałem Dom Pérignon" (...)

Smutno mi jakoś bo to mój pierwszy Pynchon i czuję się tak jakbym dostała z pynczona w pysk. Znaczy, z plaskacza.

6 komentarze:

wojtas pisze...

nic nie napisze, w slowotworstwie niee dorastam ci do piety... ;/

Znikacz pisze...

Ale do której? Lewą mam wyżej trochę.

Anonimowy pisze...

to pynchona czytasz dla dowcipów?

Znikacz pisze...

No, napisane przeca na obwolucie: "WYRAFINOWANY HUMOR I MISZCZOSKA ŻONGLĘRKA KONWĘCJO" - to raz, a dwa:
"Najzabawniejsza powieść Pynchona".
To ja się boję czytać pozostałe...

biskup_excela pisze...

wygląda na to, że Pan Pynczon usiadł wieczorem i postanowił napisać zabawną książkę o hipisach. szkoda, że się nie udało :(

Znikacz pisze...

Bo pisał na kolanie. A tłumaczenie pan tłumacz robił chyba na rybach. "Facetka", "gliny", "ciupciać". Z takim słownictwem to pan tłumacz niech się weźmie za tłumaczenie "Policjantów z Miami" albo "Drużyny A". Wrrr (ciśnienie mnie skoczyo).