230 stron "Wady ukrytej" i pierwszy (w mojej skromnej ocenie) zabawny dowcip:Działamy w branży cudów! Gdyby Jezus zamienił na twoich oczach wodę w wino, nie zacząłbyś chyba marudzić "co mi tu dajesz, chciałem Dom Pérignon" (...)
Smutno mi jakoś bo to mój pierwszy Pynchon i czuję się tak jakbym dostała z pynczona w pysk. Znaczy, z plaskacza.
6 komentarze:
nic nie napisze, w slowotworstwie niee dorastam ci do piety... ;/
Ale do której? Lewą mam wyżej trochę.
to pynchona czytasz dla dowcipów?
No, napisane przeca na obwolucie: "WYRAFINOWANY HUMOR I MISZCZOSKA ŻONGLĘRKA KONWĘCJO" - to raz, a dwa:
"Najzabawniejsza powieść Pynchona".
To ja się boję czytać pozostałe...
wygląda na to, że Pan Pynczon usiadł wieczorem i postanowił napisać zabawną książkę o hipisach. szkoda, że się nie udało :(
Bo pisał na kolanie. A tłumaczenie pan tłumacz robił chyba na rybach. "Facetka", "gliny", "ciupciać". Z takim słownictwem to pan tłumacz niech się weźmie za tłumaczenie "Policjantów z Miami" albo "Drużyny A". Wrrr (ciśnienie mnie skoczyo).
Prześlij komentarz