Noam Chomsky, zapytany o wpływ kultury na jednostkę, powiedział że w żargonie telewizyjnym istnieją tylko dwa pojęcia: zawartość i wypełniacz. Zawartość to reklamy, a wypełniacz - wszystko pozostałe. Jako przymusowy konsument kultury mam coraz silniejsze podejrzenie, że jest tak we wszystkich jej przejawach. Innymi słowy, nie ma najmniejszego znaczenia czy konsumujesz setną część Transformersów, czy też najnowszą, wysmakowaną produkcję Almodovara. Bez znaczenia jest, czy pijasz piwo Volt czy też Chataeu. Czy jadasz Morlinki, czy krewetki królewskie z szafranem. Zupełnie nie ma także znaczenia czy bierzesz udział w festiwalu organizowanym przez Coca Colę, czy przez niszowe wydawnictwo związane z szeroko pojętą ezoteryką. Istotą tych wszystkich działań jest promocja i docelowo - konsumpcja. Kultura masowa i tzw. kontrkultura to lustrzane odbicia tego samego zjawiska. Jak dzień i noc. Jak orzeł i reszka. Zarówno Transformersi, jak i Almodovar to w swojej istocie jedynie wierzchnia warstwa procesu konsumpcji. Puder na jej szpetnej fizjonomii. Lukier na zeschniętym palmierze. Wypełniacze.Co zrobić, by nie podzielić losu miliardów chronicznych, bezrefleksyjnych, zautomatyzowanych konsumentów, zwanych przez Terence'a McKennę "żywymi abonamentami"? Święty Terence głosił: samemu należy tworzyć kulturę. Pisać. Malować. Grać ma grzebieniu. Śpiewać pod prysznicem. Być.
Uprzedzając głupie komentarze: nie, nie oznacza to, że zamierzam przerzucić się z Milesa Davisa na Lejdi Gagię. Z zapiekanki z cukinii na parówki z odpadków z tartaku. Nie. Po prostu, wyrażam refleksję. Kto ma oczy, niech czyta. Kto ma uszy, niechaj sobie zakryje. Bo zimno.
Uprzedzając również komentarze osób "życzliwych": dziś wyjątkowo nie piłam, stąd brak zamiłowania do konformizmu. A to pech.
----
Graffiti zaobserwowane na murku obok McDonaldsa na skrzyżowaniu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej.
0 komentarze:
Prześlij komentarz