czwartek, 16 marca 2017

Przyjaciele #niebieskiego wieloryba

#morzewielorybow
Zdarza mi się przeglądać rosyjskie internety – z sentymentu, bo mieszkałam w Rosji przez dwa lata będąc pacholęciem. Czasem trafiam na coś co mnie zaskoczy, czasem na coś co wprowadzi w lekki stupor... ale to, co zobaczyłam tym razem po prostu wbiło mnie w fotel.

Okazuje się, że we vkontakte (rosyjskojęzycznej wersji facebooka) od 2015 roku (a może i wcześniej) zaczęły pojawiać się tzw. grupy śmierci. Na czym polega ich działanie? Otóż nastolatków zachęca się do przyłączenia do grupy i do gry – o grze szerzej za chwilę – na przeróżnych forach tematycznych typu anime, forum jakiejś gry komputerowej, forum jakiegoś zespołu, itp., po czym nastolatek dostaje pięćdziesiąt zadań do wykonania w ciągu – najczęśniej – pięćdziesięciu dni, a ostatnim z nich jest... popełnienie samobójstwa. To, że gra przyciąga młodzież wrażliwą i uzdolnioną artystycznie nie jest jakoś specjalnie zaskakujące. Zaskakujący jest natomiast fakt, że większość nastolatków, które wypełniły ostatnie zadanie pochodziła z rodzin względnie dobrze sytuowanych, niepatologicznych, po prostu przeciętnych.

#f57
Skąd zatem fascynacja śmiercią? Można oczywiście wygłosić parę frazesów o upadku wartości moralnych w dobie kultu pieniądza, nachalnej reklamy i rozpadu rodziny. Problem polega na tym, że – jak już wspomniano – większość ofiar niebieskiego wieloryba – to nazwa jednej z zamkniętych grup często używana jako synonim gry, pochodziła z rodzin zżytych ze sobą, w których często rozmawiano i w których wszyscy czuli się bezpiecznie. Co ciekawe, większość dzieci przejawiała zdolności artystyczne i zdążyła już odnieść na tym polu czasem niebagatelne sukcesy.

#150gwiazd
Najpierw dostajesz zaproszenie do gry od koleżanki lub kolegi, albo kogoś kto podaje się za krewnego lub znajomego królika. Wchodzisz do czatu w zamkniętej grupie. Na „dzień dobry” dostajesz zadanie: „ nożem wydrap sobie f57 na ręku i wrzuć fotkę do czatu” - f57 to nazwa kolejnej zamkniętej grupy. Grup są setki, a możliwe że i tysiące. Najpopularniejsze z nich jeszcze do niedawna można było wyszukać we vkontakte po hashtagach: #f57, #f58, #morekitov, #siniykit, #150звезд, itd. „Kit” to po rosyjsku wieloryb. Dlaczego właśnie niebieski wieloryb? Ano dlatego, że te morskie olbrzymy od czasu do czasu mają dziwny zwyczaj popełniania zbiorowego samobójstwa wylegając masowo na plaże. Zatem niebieski wieloryb to symbol – za jego pomocą dzieci przekonuje się, że życie jest nic nie warte. I nawet wieloryby to wiedzą.

Korzystać z internetu i nie umrzeć
- Rina Kambolina „Polenkowa”, 16 lat, zginęła położywszy głowę na tory pociągu towarowego, 2015 r.
- Angelina Dawydowa, 12 lat, skoczyła z dachu wieżowca, 2015 r.
- Wasilisa, 15 lat, wyskoczyła z okna własnego mieszkania, 2015 r.
- Elya z Riazania, 12 lat, wyskoczyła z okna, 2015 r.

W sumie na przełomie 2015 i 2016 r. policja rosyjska zajerestrowała na terenie Rosji około 130 przypadków samobójstw dziecięcych. We wszystkich śledztwo wykazało przynależność do grup śmierci, a co za tym idzie: rysunki wielorybów i jednodniowych motyli w pokojach dzieci i na ich profilach vkontakte („ulotność życia”, „bezsens istnienia”), nacięcia na rękach i zdjęcia strupów przesyłane w czacie („pokaż, że potrafisz zadać sobie ból”) a także historie rozmów z zagadkowymi osobami z sieci, tzw. kuratorami, którzy pośrednio lub bezpośrednio (poprzez szantaż, groźby skrzywdzenia rodziców czy rodzeństwa)  „zachęcali” uczestników gry do wypełnienia ostatniego zadania. I jeszcze jedno – ofiary nie znały się i nie przyjaźniły, nie miały też żadnych wspólnych znajomych.

#obudzmnieo4.20
Anastasija Hołowa (o swojsko brzmiącym pseudonimie: Stace Kramer) urodziła się w Norylsku w 1996 r. Całe życie spędziła w Astrachaniu i tym bardziej ciekawe jest, że bohaterka jej debiutanckiej powieści 50 dni do mojej śmierci [50 дней до моего самоубийства] Gloria MacFin to... amerykańska nastolatka z Florydy. Jasne, fascynacja Ameryką, też to przerabialiśmy w kraju nad Wisłą. Dodajmy do tego nastoletnie lęki, rozwiedzeni rodzice, chłopak zdradza – albo w ogóle brak chłopaka, psiapsiółki plotkują – i mamy... bestseller! Gorzej, że dzieci z grup śmierci zachęca się by, wzorem Glorii, prowadziły odwrotny kalendarz tj. odliczały dni do planowanego samobójstwa.  50 dni do mojej śmierci to nie tylko fenomen na rosyjskim rynku wydawniczym. To także narzędzie, którym z powodzeniem posługują się kuratorzy grup śmierci.

#bluewhalechallenge
Czarna rozpacz musiała spaść na policję francuską, bo ta zaczęła aktywnie przetrzepywać internet w poszukiwaniu wyżej wzmiankowanego hashtagu – widać dotarły do nich wiadomości z rosyjskich mediów o epidemii (tak się to tam określa) samobójstw. Francuzi zareagowali szybko, zaczęli intensywnie monitorować grupy z rzeczonym hashtagiem na Instagramie i Facebooku. Sprawą zajmuje się żandarmeria, widać, że problem potraktowano poważnie. I dobrze.

Francuzi nie na żarty przestraszyli się gry, w której zachęca się młodzież do szlachtowania sobie rąk nożem, wstawania o 4:20 by oglądać filmiki ze smętną muzyką, irytującymi obrazami i mrygającymi napisami w stylu: „wszyscy musimy umrzeć”, „już wyznaczono datę twojej śmierci”, itp., słuchania dołujących ambientów, czytania książek o wątpliwej treści, odliczania dni do własnego samobójstwa i wreszcie... do skakania z dachów wieżowców.

Nie wiem co na ten temat sądzą wieloryby, ale podejrzewam, że same byłyby zaskoczone.

---
Źródła:
Film Andreja Steniachina Куда уходит детство?
Program z cyklu Mużskoje /  Żenskoje – Осторожно: «Синий кит»! – odcinki wyemitowane 02.03.2017 i 03.03.2017 r.
Artykuł w Nowoj Gazete
Reportarz w programie z cyklu В центре внимания (telewizja OTW)

sobota, 21 stycznia 2017

How Wonderful Life Is - Now, You're In The World...

"I was a child of rage looking for love. But when I found it, it was love for others. I so wanted to be loved and accepted by them but what I've found was that it was me who needed to love and accept."

sobota, 31 grudnia 2016

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Awaria

Nie ma wody od wczoraj, a kot wyje. Ma zaawansowaną cukrzycę więc jest to jakoś zrozumiałe. Na swój sposób akceptuję to wycie, choć jest przed siódmą rano, źle spałam, a w nocy wstawałam mierzyć mu poziom glukozy. 
M. jest dziwnie pobudzony. Chwilę temu wyskoczył z wyrka jak z procy i pobiegł do kuchni, gdzie spoczywa smutna sterta naczyń nie zmytych od wczoraj. Kot nadal wyje. Słychać odgłos szperania po kuchni, wreszcie M. obwieszcza radośnie:
- Kochanie, znalazłem kawę, jesteśmy uratowani!
Kawa jest sprzed półtora dnia, ale przecież mu tego nie powiem. Taki jest szczęśliwy. Niech ma chwilę dla siebie.

Kot wyje teraz skrajnie nieznośnie, od czasu do czasu drapiąc pazurami o boazerię. Czuję, że rodzi się we mnie poczucie beznadziei i przemożna chęć walnięcia tego wszystkiego, zatrzaśnięcia drzwiami i zaszycia się w najbliższym drink barze, co najmniej do wieczora. Czasem spada na człowieka taka głupia niemoc. Chce się wtedy być jak Bonnie i Clyde, spalić wszystkie mosty za sobą – i w drogę! Świat jest piękny i szeroki, pełen kuszących drink barów, bez sterty śmierdzących statków, zapchanego kibla i wyjącego kota. No dobrze. Tyle w kwestii niemocy. 
Wstaję. Bo M. poleciał sam po wodę do beczkowozu. Pyszczek kota wyłania się zza framugi. I już nie mam ochoty pić cały dzień w drink barze. Jeszcze chwilę leżę przeglądając jakieś polityczne smęty na telefonie.

M. wrócił. Dobry kwadrans przepychał kibel. Trzy razy robił kurs do beczkowozu. Ale jest pełen sukces. Teraz mi głupio, że chciałam zwiać. Zostawić kota w potrzebie, tę moją stertę brudnych naczyń i mojego walecznego M., który ponagla mnie do wyjścia do weterynarza.
- Wodę ci ugotowałem do mycia – ćwierka.
Myję się w misce jak robotnik fabryczny w poprzednim stuleciu. Albo i wcześniej. W każdym razie jest mi niewygodnie, poza moją strefą komfortu. Głupi ten komfort skoro tak łatwo go nie mieć.

Weterynarz każe mi nie panikować.
- Tak się pani tym kotem przejmuje, że jeszcze samej pani skoczy cukier.
No i obaj z M. rechoczą. To mnie uspokaja, ten ich śmiech.

Kot po kroplówce ponownie zalewa moczem przedpokój ale tym razem jakoś lepiej to
znoszę. Ustawiliśmy sobie specjalnie wiadro z mopem na okoliczność zalania przedpokoju przez kota. A kot czuje się wyraźnie lepiej, nawet chwilę bawi się pluszowym ludzikiem spryskanym kocimiętką. Fajnie. Może i w kwestii wody jest tak fajnie. Dzwonię do wodociągów, ale znów słyszę jakąś godzinę z kapelusza, rzuconą w słuchawkę żeby się petent szanownie odczepił. I w porządku. Awaria? Jaka awaria. Uśmiecham się po nosem. 
Żadne awarie mi nie straszne.

wtorek, 1 listopada 2016

odpuścić — odpuszczać

1. «darować komuś jakieś przewinienie»
2. «zrezygnować z czegoś»

wtorek, 25 października 2016

Tranquil

Morze już tylko we wspomnieniach.
Melancholia kłuje w serce. Muszelki pachną plażą i szumią falami... ale to tylko projekcja, złudzenie słuchowe, błędne ogniki.

Trudno uwierzyć, teraz, gdy wiatr rozsiewa bure liście a deszcz rozchlapuje myśli... że było kiedyś upalnie i zieleń szeleściła życiem i sok płynął z dojrzałych owoców gdy się je ściskało w palcach.
Było jakby bliżej do Słońca.

Kołysani przez fale mówiliśmy sobie słodkie głupstwa - czasem też gorzką kpinę - ale tylko po to, by lepiej przetrawić ten sen zwany życiem.

poniedziałek, 19 września 2016

To nie chemia

Miłość to nie chemia. Miłość to zimna stal. Serce jak grzałka opiekacza, rozpalone. Fajnie się marzy, bardzo fajnie się spada z tych wysokości. Łezka jeden, łezka dwa... Już się nie mazgaić. Przecież to taka drobnostka. To taki maleńki szczegół. To takie ziarenko piasku w bucie. Ziarenko soli w oku. Nie, ja nie wierzę w cuda. Może na tym polega problem. Trzeba wierzyć z zamkniętymi oczami, kupować w ciemno całą tę farsę. Iść i nie grymasić. Zaraz będzie widno, bo noc już nie służy miłości. Wszystko obróciło się w popiół bo takie są zasady wszystkiego. Nie płacz już, maleństwo, na drodze smukły Jezus ze szklanką herbaty z malinami. To dobrze, akurat mogę maliny jeść... I ty Jezusku, frasobliwy, sam nie wiesz dokąd ta droga prowadzi. Ciebie na ten przykład zaprowadziła na krzyż. 

A ja się stroję przed lustrem coraz rzadziej bo jakby nie ma potrzeby, i jakby nie ma dla kogo, i jakby smutno bo słona samotność jak smarki na mrozie.

Tyle dostajesz za marzenia - tak, właśnie - podatek od marzeń. Kochać, nie kochać, nie było pytania, płyniemy dalej choć raczej tylko lodowiec na horyzoncie. Jezusek poda herbatkę, otrze pot z czoła i nawet łezki... trzy, cztery... Kogo to wszystko obchodzi? Że wolałabym już ominąć prawo karmy i na ten przykład być drzewem, albo jakimś wiatrem od morza, albo mgławicą. Byleby już nie bolało. Bo to nie chemia. To zimna stal.